niedziela, 17 sierpnia 2014

Roses

Staraj się żyć tak jakby czas między wschodem a zachodem słońca był ostatnim w twoim życiu.

      
        Z reguły nie zastanawiamy się nad chwilą, która właśnie się kończy. Nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że minęła ona bezpowrotnie. No doceniamy także każdej następnej żyjąc tak, jakby na niczym nam nie zależało. Każdy dzień wydaje się taki sam. Nie brakuje w nim monotonii, na którą nieustannie narzekamy. Bo trzeba wstać, bo trzeba iść do szkoły\pracy, bo trzeba coś ugotować, posprzątać, a potem spać i koniec dnia. W tych wszystkich codziennych czynnościach nie widzimy niczego niezwykłego. I czasem potrzeba ogromnej tragedii żeby to zmienić. Kiedy dowiadujemy się o chorobie własnej, czy naszych bliskich. O ciężkiej chorobie, która może doprowadzić nawet do śmierci wtedy otwierają nam się oczy. Wtedy widzimy naszą przeszłość, która mogła przecież wyglądać inaczej i przyszłość, której być może pozostało niewiele. I wtedy właśnie powinniśmy postawić sobie za motto cytat dzisiejszego posta. Aby doceniać każdą minutę, każdą sekundę życia, by móc uczynić ją wyjątkową, nawet jeśli wypełnia ją czynność dnia codziennego.
        Dziś zupełnie inaczej niż ostatnio. Trochę wahałam się czy dodać te zdjęcia na bloga, ale w końcu się zdecydowałam ;)









Bluzeczka - z szafy mamy
Spódniczka -  C&A
Buty - prezent
Łańcuch - www.katherine.pl

niedziela, 10 sierpnia 2014

Pink skirt

         Na ustach radość, a w sercu ból - to najtrudniejsza z życiowych ról.


          Pamiętam, że natrafiłam na ten cytat kilka lat temu, kiedy miałam jakieś 13-14 lat. Trafiłam na niego w momencie, gdy idealnie wpasował się w sytuacje w jakiej wtedy byłam i dokładnie opisywał to, co wtedy czułam. Każda nastolatka ma swoje problemy. Czasem problemem jest trądzik, czasem fałszywe koleżanki, innym razem niespełniona 'miłość'. Chyba każdy z nas kiedyś przez to przechodził, jest w trakcie, albo jeszcze go to czeka. Problemy, które dla nas były wtedy końcem świata, przez innych lekceważone. Problemy, które skrywaliśmy w sobie udając, że wszystko jest ok. Kilka lat później zatrzymuję się na chwilę i dostrzegam, że jestem w tym samym miejscu co wtedy, wzbogacona o kilka wiosen i problemy, które teraz są już na poważnie. Przychodzi taki etap w życiu, kiedy okazuje się, że tamte niepowodzenia były niczym w porównaniu z tym, co dzieje się obecnie. Kierują nami inne wartości. Zaczynamy widzieć, jak nagle niewidzialna dłoń zabiera nam zdrowie, bliskie osoby, a razem z tym radość i chęć życia. Przychodzą chwile, kiedy brakuje już sił, kiedy w gardle tworzy się wielka gula. A jednak nie wolno nam płakać. Są chwile, kiedy musimy uśmiechać się, kiedy nasza dusza rozpada się na kawałki. Chwile, które czasem trwają niestety zbyt długo...
           Tekst nie należy do najweselszych, ale sami rozumiecie, że w życiu nie zawsze jest kolorowo. Mam za to dla Was kolorową stylizację. Uwielbiam róż od kiedy tylko pamiętam, miałam chwilę, gdy wydawało mi się, że już z niego wyrosłam, ale tylko... wydawało mi się ;) Kiedy zamawiałam tę spódniczkę lekko się wahałam. Myślałam, że cena będzie szła w parze z jakością, a tu niezwykle miła niespodzianka. Spódniczka jest prześliczna i świetnie wykończona ;) Troszkę na nią czekałam, ale było warto!














Bluzeczka - sh
Spódniczka - http://fashion-land.pl/
Kolia - prezent

Zapraszam do polubienia tutaj
           

poniedziałek, 28 lipca 2014

Suntan

           
           Na pogodę nie można narzekać, bo cudowne słońce ostatnio pojawia się bardzo często. Gdybym tylko mogła cały dzień korzystałabym z jego cudownych promieni. Uwielbiam się opalać, a piękna opalenizna jest dla mnie wyznacznikiem udanych wakacji. Staram się utrzymać ją jak najdłużej, a z pomocą przychodzą mi balsamy, o których będzie dzisiejszy post :) 


           Moim numerem jeden już od kilku lat jest masło kakaowe z Ziaji. Nie wyobrażam sobie, żeby tego cudeńka kiedykolwiek mogło zabraknąć w mojej kosmetyczce. Uwielbiam go przede wszystkim za zapach oraz delikatne wyrównanie kolorytu skóry. Konsystencja jest dość gęsta w porównaniu na przykład do emulsji z tej samej serii. Dobrze nawilża, pozostawiając naszą skórę zdrowo wyglądającą i miłą w dotyku. Pozwala utrzymać delikatną opaleniznę przez cały rok. Cena: ok 10 zł.


           Masło kakaowe poprawia koloryt cery, czasami jednak decyduję się na kosmetyki brązujące. Jednym z nich jest właśnie balsam z Lirene. Trafiłam na niego w ubiegłym roku i muszę przyznać, że również jestem z niego zadowolona. Ma delikatną konsystencję, dobrze nawilża, nadaje skórze ładny odcień bez efektu sztucznej opalenizny. Według producenta ma też właściwości ujędrniające, ja jednak tego nie zauważyłam. Balsam można kupić w wersji do jasnej, bądź ciemnej karnacji. Ja zdecydowanie wolę ten pierwszy, ponieważ drugi pozostawiał na mojej skórze brzydkie smugi. Warto wspomnieć o towarzyszącym my intensywnym zapachu kawy, który z upływem czasu zaczyna przypominać zapach po wyjściu z solarium. Balsam niestety troszkę brudzi ubrania. Cena: ok 13 zł.



           Kolejny brązujący balsam to balsam z Kolastyny. Kupiłam go, ponieważ spodobał mi się zapach podobnego kosmetyku tej samej firmy , który używała moja koleżanka. Niestety zawiodłam się, bo balsam ten jest raczej przeciętny. Nie zauważyłam, aby kosmetyk nadawał opaleniznę, słabo nawilża, a i zapach nie jest zbyt ciekawy. Na szczęście szybko się ulatnia. To także produkt do jasnej karnacji. Nie zauważyłam, aby brudził ubrania, cena ok. 10 zł.



           Ostatni kosmetyk, który dzisiaj przedstawię to Fluid- Balsam Body BB z Lirene. Co do tego produktu mam mieszane uczucia. Tworzy na naszej skórze delikatną powłokę, która nadaje jej ładny, naturalny, brązowy odcień. Myślę, że kosmetyk może sprawdzić się zimą, kiedy będę chciała osiągnąć jednorazowy efekt delikatnej opalenizny, bez ingerencji sztucznego promieniowania i typowych samoopalaczy. Niestety dużym minusem jest bardzo słabe nawilżenie, nieprzyjemny ( według mnie) zapach oraz dość wysoka - w porównaniu z kosmetykami, których działanie milej mnie zaskoczyło - cena ( ok. 25 zł ). Produkt bardzo brudzi ubrania, pomimo, iż zgodnie z zaleceniem producenta czekam do całkowitego wyschnięcia. Zmywa się - jak typowy fluid - tuż po pierwszej kąpieli. 


           Mam nadzieję, że moje recenzje Was zainteresują. A Wy używałyście któregoś z tych produktów, a może macie coś godnego polecenia? Czekam na Was w komentarzach pod postem ;*